“8000 zimą. Walka o najwyższe szczyty świata w najokrutniejszej porze roku”

Zapraszam do przeczytania kolejnej recenzji górskiego tytułu autorstwa Dominika. Tym razem “8000 zimą” autorstwa Bernadette McDonald.

Miłej lektury, Maciej.

Książka Bernadette McDonald „8000 zimą…” niewątpliwie jest pozycją wartościową na coraz szerszym rynku książek górskich. Szczególnie polecana jest osobom, które nie interesują się szczegółowo historią himalaizmu. Opracowanie kanadyjskiej autorki, znanej z zamiłowania do środkowo- i południowoeuropejskich wspinaczy, stanowi kompendium wiedzy na temat najważniejszych zimowych wypraw w Himalaje i Karakorum.

Pozycja napisana jest bardzo przystępnym językiem, dlatego masowy czytelnik nie będzie znużony szczegółowymi opisami przepinania jumara pomiędzy poręczówkami – tego typu treści tam po prostu nie znajdzie. Na każdy ośmiotysięcznik autorka poświęciła 20-30 stron, co pozwala opisać zimową historię każdej z gór w przystępny i skondensowany sposób.

Czytelnicy, którzy znają w szczegółach zimową historię „walki o najwyższe szczyty świata w najokrutniejszej porze roku” nie znajdą tu natomiast nic nowego i odkrywczego. Całość opracowania McDonald opiera się na opublikowanych artykułach, opracowaniach i książkach. Wartości dodanej, oprócz skupienia dotychczasowej wiedzy w jednej, zamkniętej pozycji książkowej, trudno tu poszukiwać. Nie taki też chyba był cel tej książki. Jest ona adresowana do masowego odbiorcy – i do niego z pewnością taki sposób zaprezentowania treści trafi.

Nieco drażni maniera autorki do częstego wykorzystywania określenia „najokrutniejsza pora roku” – o ile jako podtytuł może służyć przyciągnięciu uwagi czytelnika, o tyle stosowanie takiej zbitki we właściwym tekście jest dalece niepotrzebne (np. na stronach 143 i 323). Książka McDonald nie zawiera poważnych błędów merytorycznych, natomiast niestety nie udało się uniknąć mniejszych niedopatrzeń.

Odnosi się wrażenie, że im odleglejsze historie autorka opisuje, tym robi to bardziej skrótowo. Przy opisie prób zdobycia Broad Peak, Nanga Parbat czy K2, wiele miejsca poświęca na przytoczenie postępów ekip działających pod górą, gdy na przykład w rozdziale dotyczącym Czo Oju – co niezrozumiałe – praktycznie w ogóle pominęła działalność górską prowadzoną przez pierwszych zdobywców (Maciej Berbeka i Maciej Pawlikowski). Niemal całość przytoczonej historii dotyczy Jerzego Kukuczki, który… wszedł na tę górę dopiero w drugim zespole (razem z Andrzejem „Zygą” Heinrichem), trzy dni później.

Dziwi niekiedy wybiórcze podejście do opisywanych wypraw zimowych – dla przykładu polską wyprawę na K2 z sezonu 2017/18 opisano na kilku stronach, podczas gdy wyprawę z krajów WNP z lat 2018/19 wyłącznie w… trzech linijkach [s. 319]. Ponadto, autorce „zgubiła się” jedna wyprawa na Nanga Parbat – co jest o tyle zaskakujące, że była to ekspedycja, która osiągnęła jeden z najwyższych pułapów na tej górze. Mowa tu o połączonym działaniu Alexa Txikona, Daniele Nardiego i Alego Sadpary z sezonu 2014/15, gdy trójka wspinaczy w ataku szczytowym osiągnęła 7850 m.

W książce zabrakło mi jasnego podsumowania dotyczącego definiowania zimy przez różnych wspinaczy i rozróżnienia zimy astronomicznej od meteorologicznej. Nie wspomniano w tym kontekście o ważnym manifeście Denisa Urubki, w którym szczegółowo wyjaśnił swoje purystyczne podejście do zimy na półkuli północnej. Brak zdefiniowania terminu „zima” wpuścił autorkę na meteorologiczną minę. Na stronie 53 McDonald o kazachskiej wyprawie na Manaslu z 1995 roku pisze, że „wyprawa rozpoczęła się na początku listopada, [a więc] zbyt wcześnie, by można zastosować nawet meteorologiczną definicję wysokogórskiej zimy”. Jak zatem tłumaczyć te słowa w zestawieniu z uznawaniem przez autorkę wyprawy na Lhotse z 1988 roku za zimową, podczas gdy ona także rozpoczęła się na początku listopada (10 listopada 1988 roku ekipa – z późniejszym zdobywcą Krzysztofem Wielickim – dotarła do bazy)…

Największym natomiast niedopatrzeniem jest całkowite pominięcie przez autorkę jednego z najważniejszych wydarzeń w historii zimowych ekspedycji na najwyższą górę Ziemi – zdobycia Everestu bez używania dodatkowego tlenu z butli, czego dokonał Ang Rita Sherpa 22 grudnia 1987 roku. Na kartach książki ani razu nie pada nazwisko tego, niedawno zmarłego, wspinacza z Nepalu.

Przez całość książki można dostrzec nieukrywany polonofilizm autorki – zapewne wynikający z tego, iż zna/znała osobiście wielu rodzimych himalaistów. Poświęciła im wszakże swoje dwie poprzednie książki – „Ucieczka na szczyt” i „Kurtyka”. W zakresie narodowościowym natomiast, z uporem maniaka, McDonald określa Denisa Urubkę – Rosjaninem. O ile, opisując wydarzenia po 2013 roku (np. akcję ratunkową pod Nanga Parbat w 2018 roku [s. 289]) byłoby to uzasadnione – wszakże od tego roku Denis zyskał obywatelstwo rosyjskie (a od 2015 roku – polskie), to podczas przytaczania szczegółów ekspedycji na Makalu w 2009 roku [s. 172] czy Gaszerbrum II w 2011 roku [s. 194] – jest to po prostu błędem.

W tekście znalazło się kilka zaskakujących uchybień – np. na stronie 207 napisano, iż „największe zimowe doświadczenie do zespołu wnosił Darek [Załuski], a jego partnerka [Tamara Styś], która zdobyła Gaszerbrum II zimą i osiągnęła znaczącą wysokość na Gaszerbrumie I i K2, weszła w skład wyprawy między nimi [sic! – powinno być: między innymi] po to, by sprawdzić, czym jest Karakorum zimą]”. Po pierwsze – Tamara Styś nie zdobyła nigdy Gaszerbrum II zimą (!), po drugie w całym tym wywodzie uwidacznia się jakiś niepojęty błąd logiczny – w jaki sposób Tamara, która według autorki weszła zimą na Gaszerburm II znajdujący się w Karakorum, pojechała na wyprawę na Gaszerbrum I, aby… „sprawdzić, czym jest Karakorum zimą”…

Na stronie 208 napisano, że Nisar Hussain zdobył pięć ośmiotysięcznych szczytów łańcucha Karakorum. W szerokim pojęciu szczytu ośmiotysięcznego wszystko by się zgadzało, ponieważ oprócz Gaszerbrumu I i II, K2 i Broad Peaku mamy również Broad Peak Middle, przekraczający granicę 8000 m. Niestety, autorce chodziło jednak o górę Nanga Parbat – co też wprost podaje – który to, wbrew powszechnej opinii, nie leży w Karakorum, lecz w Himalajach Zachodnich. W tym samym akapicie przekręcono także imię opisywanego himalaisty – zamiast Nisar, zapisano Nisan.

Podając szczegóły polskiej zimowej wyprawy na Nanga Parbat [s. 264-265] w sezonie 1996/97 podano, iż na wysokość 7875 m dotarło dwóch wspinaczy, którzy doznali poważnych odmrożeń. Druga część zdania jest prawdziwa, pierwsza natomiast nie jest do końca zgodna z prawdą. Na tę wysokość dotarł tylko jeden ze wspinaczy – Zbigniew Trzmiel. Krzysztof Pankiewicz, który był jego partnerem, zawrócił ok. 150 m niżej. Problem z podaniem właściwej wysokości pojawił się także przy określeniu maksymalnego osiągniętego pułapu przez wyprawę Txikona na K2 – McDonald stwierdziła, że ekspedycja Baska osiągnęła „niespełna 7000 metrów” [s. 319]. W rzeczywistości Txikon wraz z Szerpami doszedł na wysokość ok. 7050 m, a więc nie „niespełna”, lecz „nieco ponad”.

Odnosząc się jeszcze do podawanych w książce wysokości – mam wątpliwości co do podawanego przez autorkę „wzrostu” wschodniego wierzchołka Manaslu (Manaslu East Pinnacle) – 7992 m. Wybitni znawcy topografii Himalajów – Jerzy Wala i Jan Kiełkowski wskazują na wysokość 7895 m. Która wartość jest prawidłowa? Skłaniam się jednak ku górskim autorytetom.

Na stronie 319 zasugerowano, że stery programu Polski Himalaizm Zimowy, po zakończeniu polskiej zimowej ekspedycji na K2 (2017/2018), przejął Janusz Majer. Trochę jak z anegdotami dotyczącymi Radia Erewań – otóż nie przejął, ale przekazał (22 maja 2018 roku) następcy – Piotrowi Tomali. McDonald pomieszała także nieco fakty dotyczące podważania przez Reinholda Messnera pierwszego zimowego wejścia na Everest dokonanego przez Polaków. Na stronie 32 napisano, że Messner utrzymywał, iż Polacy nie zdobyli najwyższej góry świata o tej porze roku, ponieważ nepalscy urzędnicy skrócili sezon zimowy do 31 stycznia. Problem natomiast polegał na czym innym – Polacy zdobyli szczyt 17 lutego, a pierwotne pozwolenie (później przedłużone, o czym Messner nie wiedział) obowiązywało do 15 lutego.

Bernadette McDonald ma wyraźny problem ze zrozumieniem pojęcia „styl alpejski”. Opisując wyprawę Urubki i Simone Moro [s. 189] stwierdziła, iż „jako pierwsi ludzie weszli zimą na Gaszerbrum II, w dodatku w stylu alpejskim”, z kolei podsumowując wejście Tomka Mackiewicza na Nanga Parbat zauważyła, iż „zwyczajne drugie zimowe wejście na szczyt w stylu alpejskim po prostu nie było dla Tomka wystarczająco interesujące” [s. 324], sugerując iż zdobycie szczytu przez zespół Txikon, Moro, Sadpara było dokonane właśnie w stylu alpejskim. Otóż ze względu na założenie obozów w ścianie czy korzystanie z poręczówek, wejść na Gaszerbrum II i Nanga Parbat bez wątpliwości nie można nazwać stylem alpejskim. Sami zdobywcy nawet ich w taki sposób nie określają…

Na etapie redakcji i korekty wkradło się kilka błędów, głównie literówek („zmieścił tekst” zamiast „zamieścił tekst” [s. 241]; „kliku” zamiast „kilku” [s. 69]; czerwona kropka w środku tekstu [s. 74]; wierzchołki Shishapangmy niepotrzebnie zapisane z dużych liter [s. 144]; zamiana nazwisk z imionami w przypisach i bibliografii „Alan Arnette” zamiast „Arnette Alan” [s. 362 i 367]; przypisy do rozdziału zapisane mniejszą czcionką niż przypisy do pozostałych części książki [s. 351]; podwójny odstęp przez tytułem „Rozdziału 12” [s. 357]). Redaktorom polskiej edycji warto także zwrócić uwagę na często powtarzany błąd w górskich książkach – na szczyty ośmiotysięczne nie prowadzą szlaki, lecz drogi [s. 260].

autor: dominobb, twitter.com/dominobb

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *