"Janusz Majer. Góry w cieniu życia" - komentarz

Z przyjemnością przeczytałem książkę "Janusz Majer. Góry w cieniu życia". Zastanawiałem się jak ją opisać. Czy jest to pozycja z morałem, który miałby odmienić nasze życia czy spowodować, że będziemy lepiej/inaczej postrzegać tego czy innego himalaistę? Autor przez ksiażkę oddaje głos ważnej postaci. Kiedy zebrałem wszystkie notatki poczynione w trakcie czytania książki Darka Jaronia, rozłożyłem je na biurku i wpatrywałem się w zapisane na kartkach hasła. Nie ma tu kontrowersji, nie ma obrzucania błotem kolegów z dawnych lat, nie ma "spin" środowiskowych, jest spokój, opanowanie, szacunek, wiedza, pasja i opowiadanie ciekawych historii. Doszedłem do wniosku, że książka ta jest... jak Janusz Majer, który może nie odgrywał w historii polskiego himalaizmu pierwszoplanowej roli, nie był wybitnym wspinaczem, jego osiągnięcia nie dorównywały osiągnięciom gigantów pokroju Jurka Kukuczki, ale jego historia stanowi ważny element uzupełniający historię polskiego wspinania i bez niego byłaby po prostu niekompletna.

Darek Jaroń oddaje głos legendzie. Podrzuca temat i daje się Januszowi wygadać. Można nie lubić tego stylu narracji, ale mnie on nie przeszkadza. Jedna wyprawa, druga, trzecia, dziesiąta, dwudziesta... Pojechaliśmy, pozwiedzaliśmy, było fajnie, weszliśmy lub nie, spotkaliśmy tego i owego. Taki styl na pewno powoduje, że książkę czyta się szybko. Do 1989 roku to w zasadzie jedno tempo. Ani się człowiek obejrzał, a Kukuczka już był na Sziszapangmie, Hajzer ratował Marciniaka na Evereście, Jurek zginął na Lhotse. Później Alpinus, wyjazdy z przyjaciółmi, PHZ i... koniec. Szybko. Może odrobinę zbyt szybko? Rozdziały są krótkie, jak serie z karabinu lecą kolejne relacje i anegdoty. Czy to dobrze?

Janusz Majer często pomija w swoich historiach powszechnie znane fakty, raczej skupia się na swoim punkcie widzenia różnych wydarzeń. Jego relacje są zwykle krótkie, konkretne, ograniczone do niezbędnego minimum. Mocną stroną książki na pewno są same historie - mierząc się z taką postacią trzeba mieć świadomość, że będzie tych historii sporo. W dodatku są po prostu ciekawe. Jednak te wszystkie relacje czyta się niemal automatycznie, ma się wrażenie, jakby autor sam szybko chciał je opowiedzieć, bo już za chwilę, za rogiem, za następną kartką czeka nas prawdziwe coś! I faktycznie - prawdziwą pasję czuć dopiero przy historiach eksploracyjnych. Tu płonie ogień, który Majera pochłonął i to widać z każdym kolejnym zdaniem. Opowieści o dolinie Shimshal, rejonie Changtang, czy próbie dotarcia pod Maier Khangri wciągają tak bardzo, że nie zwraca się uwagi na drobne literówki (przepraszam, musiałem o nich wspomnieć, bo było ich jednak sporo ;)). Eksploracja to konik Janusza i pozostaje mieć nadzieję, że ta postać jeszcze długo będzie inspiracją dla wielu polskich wspinaczy. W książce spotykamy się też, co najbardziej zaskakujące, z dużymi pokładami empatii i licznymi wspomnieniami o kolegach, przyjaciołach, partnerach wspinaczkowych.

Wśród książek i prelekcji osób, które mogą mówić godzinami (głównie o sobie), Janusz Majer i ta książka stanowią odskocznię. Powstała przestrzeń, w której poznajemy również ludzi, których Majer spotkał na swojej drodze. Okazuje się, że można interesująco i ciepło wypowiadać się o przyjaciołach.  Że serce może mocniej zabić przy trywialnej, wydawać by się mogło, kumpelskiej wyprawie na Spitsbergen, a wielkich wypraw w Himalaje nie akcentuje się tak mocno. Dariusz Jaroń na pewno ma umiejętność wyciągania od swoich rozmówców tego, co najlepsze i najważniejsze, a Janusz Majer bardzo mu w tym pomógł. Warto poświęcić parę chłodnych jesiennych wieczorów, by lepiej poznać dobrego człowieka. 


 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tomek - wpis osobisty

Co z tą zimą? – rozważania na temat pierwszych zimowych wejść na szczyty w Himalajach i Karakorum

K2 (8611m)