Rekord dla mas

Zastanawiałem się czy w ogóle poruszać temat "Nimsa", czyli Nirmala Purjy, który w ciągu 189 dni wszedł na szczyty wszystkich 14 ośmiotysięczników. No bo komu ten rekord jest w zasadzie potrzebny? Sponsorom? Nie, oni znaleźliby inne cele do sfinansowania. Środowisku alpinistycznemu? Chyba najmniej, bo dla "tych prawdziwych alpinistów" to żaden wyczyn. Dla samego Nirmala? Też pewnie nie, bo jako b.żołnierz pewnie niejednokrotnie mierzył się już z podobnymi próbami wysiłkowymi. Jednak blog ten w założeniu powstał w celu informowania, ale również analizowania i komentowania osiągnięć, które są nikomu do niczego niepotrzebne, dlatego pokuszę się o kilka słów komentarza :)

Od samego początku projekt Nimsa był "sprzedawany" w mediach jako ten, który obali dominację Kukuczki jeżeli chodzi o szybkość zdobycia wszystkich ośmiotysięczników. Odnoszenie sukcesu Nimsa do czasów, w jakim swoje ośmiotysięczniki zdobywał Jerzy Kukuczka to akrobatyka na najwyższym poziomie. Spójrzmy na fakty.

1. Kukuczka działał w górach w latach osiemdziesiątych, których to lat oczytanemu czytelnikowi tego bloga bliżej przedstawiać nie trzeba. Ograniczanie się do słów "było ciężko" też nie pokaże skali problemów, głównie organizacyjnych, logistycznych, z jakimi musiał się mierzyć Jurek, aby jego wyprawy w ogóle mogły dojść do skutku (wystarczy wspomnieć o kombinacjach, dzięki którym uzyskał pozwolenie od Chińczyków na Sziszapangmę, ale o tym musicie doczytać w książkach).
2. Jurek nie miał takich możliwości finansowych jak Nirmal, finansowanie wypraw  w Polsce, cóż... było trudne. I na tym poprzestańmy, bo nie chodzi o przepisywanie książek. Gdyby Kukuczka nadal żył, był młodszy, a internet pojawił się nieco wcześniej, to jestem przekonany, że tylko z internetowych zbiórek Jurek mógłby finansować swoje wyprawy nie tylko dla siebie, ale również dla kolegów aż do zasłużonej emerytury. Wystarczyłoby tylko to dobrze sprzedać.
3. Jurek wspinał się na szczyty nowymi drogami, zimą, w stylu alpejskim, bez dodatkowego tlenu (poza Everestem). Nirmal Purja swoją "szybką koronę" zrobił drogami "normalnymi", w dodatku wspomagając się tlenem z butli (w mniejszym lub większym stopniu) na każdej z gór.

Do tych trzech punktów można by dopisywać kolejne, tylko nie bardzo jest po co. To są dwa różne osiągnięcia, które nie mają ze sobą wiele wspólnego, poza areną, na której się rozgrywały. Jak sprint i bieg z przeszkodami rozgrywane na tym samym stadionie. Największe portale jednak będą pisać o "biciu rekordu Kukuczki", bo żywią się najprostszym mechanizmem - chętniej klikniemy w tytuł, który zawiera element porównawczy, a kiedy jeszcze dotyczy to himalaisty Polaka - o, to wtedy już bajka, samograj. Problem w tym, że większość portali nie wie (albo nie chce wiedzieć), że w 2013 roku Koreańczyk Kim Chang-ho zdobył Koronę Himalajów i Karakorum szybciej od Jerzego Kukuczki o ponad miesiąc (7 lat, 10 miesięcy i 6 dni przy 7 latach, 11 miesiącach i 14 dniach Kukuczki) i dokonał tego bez korzystania z dodatkowego tlenu. Skąd więc to ciągłe porównywanie osiągnięcia Nimsa z "rekordem" Kukuczki?

W moim przekonaniu jest to celowy zabieg otoczenia Nepalczyka, a może nawet samego Nirmala Purjy. Z całym szacunkiem do Kim Chang-ho ale mimo, że zdobył Koronę Himalajów i Karakorum szybciej niż Jurek, to nie jest on tak rozpoznawalny poza środowiskiem wspinaczy jak Jerzy Kukuczka. "Bicie rekordu Kukuczki", "pokonał Messnera", "wszedł szybciej niż Wielicki!", "zjechał na cieńszych nartach niż Bargiel" - porównywanie się do największych ma swój urok i napędza sponsorów. Wyobraźcie sobie, że idziecie do dużej firmy po pieniądze i mówicie, że będziecie bić rekord Koreańczyka. Prezes firmy, lub dyrektor odpowiedzialny za budżet przedsiębiorstwa, nie ma pojęcia kim ten Koreańczyk w zasadzie jest. Ale Kukuczkę kojarzy, bo jako dziecko w latach 80-tych z uwagą nasłuchiwał radiowych doniesień z "wyścigu" Messnera z Kukuczką. Czy w związku z tym chętniej da pieniądze na pokonanie anonimowego (dla niego) Koreańczyka, czy Polaka?

Chciałbym być dobrze zrozumiany. Dla "Nimsa" to jest niewątpliwie ogromny wyczyn i nie należy go deprecjonować. To w ogóle jest bardzo duży wyczyn, kiedy wyjmiemy go z ram klasycznego alpinizmu, czy też himalaizmu, który (historycznie) polegał jednak na bardziej odkrywczych dokonaniach, wręcz eksploracji, wytyczaniu nowych dróg, odkrywaniu nieznanego. Jednak każdy ma do zdobycia swój Everest, mniejszy lub większy. Nie mam wątpliwości, że Purja tego czego dokonał bardzo pragnął i zrobił to na swoich warunkach - za to należy mu się szacunek. Moim zdaniem doskonale zdawał sobie sprawę, że zrobienie wszystkich ośmiotysięczników w tak krótkim czasie, bez korzystania z dodatkowego tlenu, będzie stanowiło dla jego zdrowia i życia ogromne zagrożenie i że jest w zasadzie niemożliwe do zrobienia. Tak jak niemożliwe jest szybkie dotarcie pod każdy z ośmiotysięczników odbywając "klasyczny" trekking, stąd obecność w projekcie nepalskiego żołnierza śmigłowców. Po zebraniu wszystkich faktów na temat zaplecza jakim dysponował Nirmal jego wyczyn jawi się jako świetnie skrojony na potrzeby masowego odbiorcy, biznesowy projekt (nie mam co do tego żadnych wątpliwości, mimo, że na początku Nepalczyk miał problemy z budżetem), który na pewno należy docenić ze względu na sprawność organizacyjną Nirmala i jego zespołu, świetną logistykę (szybkość przemieszczania się, nawet śmigłowcami, spod jednej góry pod drugą, zgranie wszystkich terminów, pozwoleń etc.) i upór wykonawcy projektu.

A o wielkości Kukuczki niech świadczy fakt, że, nawet 30 lat po jego śmierci, ciągle ktoś chce się z nim ścigać :)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Co z tą zimą? – rozważania na temat pierwszych zimowych wejść na szczyty w Himalajach i Karakorum

Czy Mackiewicz i Revol zdobyli Nanga Parbat?

Żeby inni mogli przeżyć - o (płatnych) akcjach ratowniczych i hejcie