Recenzja - "Himalaistki"

Lubię kobiece portrety, głównie na zdjęciach. Z twarzy jesteśmy w stanie wyczytać prawie wszystko, ból, cierpienie w zmarszczkach, doświadczenie w siwych włosach, ciekawość w bystrych oczach. Twarz polskiego kobiecego himalaizmu jest piękna, ale też zasypana zmarszczkami i siwymi włosami. Pokazał to w swojej książce "Himalaistki" dziennikarz Mariusz Sepioło.

Długo wstrzymywałem się z "napoczęciem" tej pozycji, byłem pełen obaw. Podejrzewałem, że autor ucieknie w pewnego rodzaju sztampę, będzie chciał przedstawić kobiety jako dzielne himalaistki, ze świetnymi wynikami, które często sprawdzały się lepiej niż ich koledzy, które między jedną a drugą poprowadzoną drogą robią zakupy, między kolejnymi kursami opiekują się dziećmi, dbają o dom. Z drugiej strony nie zniósłbym książki, w której autor próbuje ukazać w środowisku kobiecej wspinaczki galopujący, agresywny feminizm. Dlatego tym bardziej spodobał mi się sposób ukazania poszczególnych postaci. Bez zadęcia, bez sztucznego kreowania wizerunku twardych i silnych, które dadzą sobie radę wszędzie. Mariuszowi Sepioło, choć historię każdej ze wspinaczek próbował ukazać oddzielnie, udało się jedno: lektura jest przyjemna, a "wizerunek" polskich himalaistek normalny, ludzki. Każda z nich ma lub miała swoje osiągnięcia, przecież niemałe, jak np. Halina Kruger-Syrokomska, czy Wanda Rutkiewicz, każda miała i ma swoje słabości, swoje troski, swoje potrzeby. Tak jak i mężczyźni. Tu różnic nie było i nie znajdziecie żadnych. Mogły być w wynikach, ale sfera, nazwijmy to, psychiczna, stawiała przed Paniami nierzadko większe wyzwania, niż samo wspinanie.

W książce tej nie znajdziecie odpowiedzi na dręczące górskich pasjonatów wyjadaczy mało eleganckie pytanie: "Ile kobiet wystarczy na dziesięciu facetów?", ale znajdziecie odpowiedzi na pytania dotyczące życia i tego, czy można/powinno się/da się połączyć życie rodzinne, życie codzienne ze wspinaniem, lub też, patrząc na temat z szerszej perspektywy, na jakąkolwiek pasję. To najważniejsza wartość płynąca z tej książki.

Pod koniec rozmowy z Ewą Panejko-Pankiewicz Mariusz Sepioło, w kontekście wszystkich przygód, jakich dostarczył jej udział w projekcie "kobiecy himalaizm", pyta jej, czy było warto. "Niech Pan zapisze szybko: WARTO, WARTO, BARDZO WARTO!".

No cóż - warto sięgnąć po tę lekturę i wyciągnąć własne wnioski.

Komentarze