Nanga Revolution 2015/2016

To wiadomość oficjalna z dziś. Adam Bielecki i Jacek Czech jadą na Nanga Parbat, o czym pisałem kilka dni temu. Potwierdziły się wszystkie informacje, włącznie z tym, że Panowie będą działać na drodze Kinshofera oraz to, że górę zaatakują w stylu alpejskim. Zupełnie nową wiadomością, co czyni plany Adama i Jacka mocno rewolucyjnymi, jest fakt, że nie zamierzają oni łapać aklimatyzacji w Karakorum, tylko... w Andach, na drugim co do wysokości szczycie zachodniej półkuli, Ojos del Salado (6893m), gdzie spędzą kilka nocy (mowa o samym szczycie góry, a nie w jego ścianie, to warunek konieczny uzyskania aklimatyzacji). Później szybko przetransportują się pod Nanga Parbat i zaatakują szczyt. Wszystkiego chcą dokonać w rewolucyjnym czasie dwóch tygodni od przybycia do Pakistanu.

Dlaczego atak ma zostać przeprowadzony tak szybko i na przełomie roku? "Obserwowałem pogodę w Karakorum dokładnie na zimowych wyprawach na Gasherbrum I i Broad Peak. Pamiętam, że zawsze pod koniec grudnia i na początku stycznia była ona świetna, natomiast później przychodziło pogorszenie pogody i z akcją górską trzeba było czekać do marca na okienko pogodowe. Stąd decyzja o stylu lekkim, szybkim i akurat w tym terminie" - mówi Adam Bielecki w rozmowie z portalem polskieradio.pl
Nanga Parbat z zaznaczoną drogą Kinshofera. Foto: Bogdan Jankowski, źródło: wspinanie.pl
Patronem medialnym wyprawy jest wspomniany już portal polskieradio.pl. Pod tym linkiem odsłuchacie wypowiedzi Adama, Jacka, oraz całej konferencji prasowej. W związku z tak rewolucyjnymi planami nakłady finansowe jakie poniosą organizatorzy wyprawy są ogromne. Każdy kto chce wesprzeć wyprawę może skontaktować się z Adamem i Jackiem pod adresem mailowym: berger@abteam.pl.

P.S. Organizatorom życzę powodzenia, mocno trzymam kciuki i na pewno go wesprę. Sam Adam przyznał na samym początku konferencji, że to projekt "trochę rewolucyjny" no i faktycznie. Przed nimi na podobny pomysł wpadł Ralf Dujmovits, bodajże w 2013 roku, który aklimatyzował się na Aconcagule i przyleciał do Pakistanu gotowy zdobywać Nanga Parbat. Problem polegał na tym, że - podobnie jak nasi bohaterowie - również wybrał drogę Kinshofera, która (parafrazując cytat z filmu "Sami swoi") nadziana jest serakami jak dobra kasza skwarkami. Dujmovits przyjechał wtedy pod Nangę, popatrzył, popatrzył, podumał i stwierdził, że jednak jest zbyt niebezpiecznie i nie ma on tu czego szukać. Dlatego nie wróżę wspinaczom sukcesu w tej ekspedycji, ale chętnie wesprę ich w realizacji marzeń :)

P.S.2. Rewolucyjny pomysł na zdobywanie ośmiotysięcznika jak widać sam w sobie nie jest rewolucyjny, ale na pewno będzie bardzo drogi w realizacji. "Rewolucyjność" może i zwiększa szanse zebrania potrzebnej kwoty, ale jednocześnie ta sama "rewolucyjność" pomysłu powoduje, że budżet staje się ogromny, prawdopodobnie i tak nieosiągalny dla zwykłego śmiertelnika. No i pozostaje pytanie, czy to nadal ta sama dyscyplina, w której uczestniczyć będzie reszta wspinaczy na Nanga Parbat?

Obserwujcie konto na twitterze i facebooku i dyskutujcie.

Komentarze

  1. Koszt wyjazdu dla dwóch osób do ameryki południowej na Ojos del Salado to max 17tyś zł. biorąc pod uwagę koszt całej zimowej wyprawy to jest to tylko mały procent...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodziło mi o koszt całego przedsięwzięcia, włącznie z szybkim transportem z Chile do Polski, a później do bazy pod NP.

      Usuń
  2. "No i pozostaje pytanie, czy to nadal ta sama dyscyplina, w której uczestniczyć będzie reszta wspinaczy na Nanga Parbat?" - a gdzie będą się aklimatyzować inni wspinacze spod NP? Skoro zadajesz takie pytanie, to pewnie wiesz? jeśli nie, to spieszę wyjaśnić - na pewno nie na NP. Golden Peak, Rakaposhi, Ameryka Poł. - nie tylko Bielecki wpadł na pomysł z Ameryką Poł. Więc chyba będzie to jednak ta sama dyscyplina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spieszę doprecyzować: Chodziło mi o aklimatyzację na innym kontynencie i szybki transport pod NP. Skoro np. Urubko może podważać wejścia zimowe w marcu, to czemu ktoś (broń Boże - nie ja! :)) miałby nie podważać aklimatyzacji na innym kontynencie? Przecież, wydawać by się mogło, to tylko kwestia czasu i pieniędzy ;)

      Usuń

Prześlij komentarz